„Wirus-Mania: Jak Branża Medyczna Nieustannie Wymyśla Epidemie, Generując Miliardowe Zyski Naszym Kosztem”

Wirus-mania jest chorobą społeczną naszej wysoko rozwiniętej cywilizacji. Aby ją wyleczyć, niezbędne będzie pokonanie strachu. Strach jest najbardziej zabójczym, zakaźnym wirusem, najefektywniej przenoszonym przez media.

Etienne de Harven

Na Amazon do nabycia jest książka w języku angielskim pt: „Virus Mania”, która może wstrząsnąć podstawami naszego pojmowania wirusów w kontekście etiologii wielu tzw. chorób zakaźnych.

buch_viruswahn_big3.jpg

Codzienne śledzenie gazet, wiadomości telewizyjnych wywołuje wrażenie, iż cały świat jest nieustannie atakowany przez nowe i straszliwe epidemie wirusowe. Najnowsze doniesienia przedstawiają wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV), rzekomo powodującego raka szyjki macicy czy wirusa ptasiej grypy – H5N1. Społeczeństwo jest również stale terroryzowane raportami o SARS, BSE, wzw-C, AIDS, Eboli i polio. Jednak ten wirusowy chaos ignoruje najbardziej podstawowe fakty naukowe: istnienie, chorobotwórczość i skutki śmiertelne działania tych patogenów nigdy nie zostały udowodnione. Establishment medyczny i jego wierni pomocnicy – media twierdzą, że dowody te zostały przedstawione. Lecz twierdzenia te są wysoce podejrzane, ponieważ współczesna medycyna odstawiła na bok metody bezpośrednich identyfikacji wirusów i wykorzystuje wątpliwe pośrednie narzędzia, „udowadniające” istnienie wirusów, takie jak testy przeciwciał i reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR).

Poniżej fragment przedmowy:

Zawartość tej książki powinna być przeczytana natychmiast i na całym świecie.

Książka „Virus Mania” autorstwa Torstena Engelbrechta i Clausa Köhnleina przedstawia tragiczną wiadomość, która, miejmy nadzieję, przyczyni się do ponownego wdrożenia wartości etycznych przy przeprowadzaniu badań nad wirusami, w polityce zdrowia publicznego, w komunikacji medialnej oraz w działalności koncernów farmaceutycznych. Najwyraźniej już od alarmująco długiego czasu na wielu tych płaszczyznach w bardzo niebezpiecznym stopniu zaniedbane zostały elementarne standardy etyczne.

Kiedy amerykańska dziennikarka Celia Farber opublikowała odważny artykuł w magazynie Harper (marzec 2006) „Poza kontrolą-AIDS i korupcja nauk medycznych”, niektórzy czytelnicy zapewne próbowali uspokoić się, iż „korupcja” ta była odosobnionym przypadkiem. Fakt, iż przekonanie to jest bardzo dalekie od prawdy, świetnie dokumentuje książka Engelbrechta i Köhnleina. To był tylko wierzchołek góry lodowej. Korupcja badań naukowych jest powszechnym zjawiskiem, które obecnie dotyczy wielu dużych, podobno zakaźnych problemów zdrowotnych, począwszy od AIDS poprzez wirusowe zapalenie wątroby typu C, gąbczastą encefalopatię bydła (BSE lub tzw. „chorobę szalonych krów”), SARS, ptasią grypę i obecną praktykę szczepień (przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego, inaczej HPV).

W przypadku wszystkich tych sześciu odrębnych problemów zdrowia publicznego badania nad wirusami (lub prionami w przypadku BSE) zeszły na niewłaściwe tory i konsekwentnie zabrnęły na tę samą ścieżkę. Wzorzec ten zawiera zawsze kilka kluczowych etapów: wynalezienie ryzyka katastrofalnej epidemii, obciążającego nieuchwytny czynnik chorobotwórczy, ignorując alternatywne toksyczne przyczyny; manipulowanie epidemiologią za pomocą nieweryfikowalnych danych, aby zmaksymalizować fałszywe postrzeganie nieuchronnej katastrofy oraz obietnica zbawienia za pomocą szczepionek.
To gwarantuje duże zyski finansowe. Lecz jak to możliwe, aby osiągnąć to wszystko? Najzwyczajniej w świecie bazując na najpotężniejszym aktywatorze procesu podejmowania decyzji u człowieka, czyli STRACHU!

Nie jesteśmy świadkami epidemii wirusowych; jesteśmy świadkami epidemii strachu. Zarówno media, jak i przemysł farmaceutyczny ponoszą większość odpowiedzialności za wzmacnianie lęków, które, zupełnie przypadkowo, gdy się pojawiają zawsze są zapłonem dla fantastycznie dochodowego biznesu. Naukowe hipotezy obejmujące te obszary badań nad wirusami nie są praktycznie nigdy naukowo weryfikowane z odpowiednią kontrolą. Zamiast tego, ustalane są na zasadzie „konsensusu”, a następnie błyskawicznie przekształcane w dogmaty, skutecznie utrwalane w quasi-religijny sposób w mediach, w tym poprzez upewnienie się, że finansowanie badań będzie ograniczone do projektów wspierających dogmat, z wyłączeniem badań alternatywnych hipotez. Ważnym narzędziem wyłączenia odrębnych głosów z debaty jest cenzura na różnych poziomach, począwszy od popularnych mediów aż po naukowe publikacje.

Niewiele nauczyliśmy się z doświadczeń z przeszłości. Istnieje jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi na temat przyczyn hiszpańskiej epidemii grypy z 1918r. oraz roli wirusów w przypadku polio (choroby Heinego-Medina) po II wojnie światowej (neurotoksyczność DDT?). Te nowoczesne epidemie powinny otworzyć nasze umysły na bardziej krytyczną analizę. Pasteur i Koch mieli za sobą solidnie badania w zrozumieniu infekcji związanych z wieloma bakteryjnymi chorobami zakaźnymi. Ale było to w czasach zanim pierwsze wirusy zostały rzeczywiście odkryte. Transpozycja zasady zakażeń bakteryjnych na wirusy była oczywiście bardzo kusząca, lecz nie powinno się tego czynić nie zwracając równolegle uwagi na niezliczone czynniki ryzyka w naszym toksycznym środowisku, toksyczności wielu leków i do pewnego stopnia niedoborów żywieniowych.

Badania nad rakiem wiązały się z podobnymi problemami. Hipotezę, iż nowotwory mogą być wywoływane przez wirusy sformułowano w 1903r., ponad sto lat temu. Nawet dziś nie została ona w przekonujący sposób zademonstrowana. Większość eksperymentalnych badań laboratoryjnych prowadzonych przez łowców wirusów została oparta na wykorzystaniu wsobnych myszy. Chów wsobny oznacza zupełnie nienaturalne tło genetyczne. Czy myszy te były odpowiednimi modelami do badania raka u ludzi? (jesteśmy dalecy od chowu wsobnego!) Co prawda użycie tego rodzaju myszy umożliwiło izolację i oczyszczenie „nowotworowych wirusów RNA „, później przemianowanych na „retrowirusy”, dobrze scharakteryzowanych pod mikroskopem elektronowym.

Lecz czy te cząstki wirusowe są najzwyczajniej związane z mysimi nowotworami czy też są one rzeczywistym sprawcą transformacji nowotworowej? Czy owe molekuły są naprawdę egzogennymi (pochodzącymi z zewnątrz) zakaźnymi patogenami czy też są to endogenne (obecne w organizmie) wadliwe wirusy ukryte w naszych chromosomach? Pytanie jest wciąż dyskusyjne.

Pewne jest to, że cząstek wirusowych, podobnych do tych łatwo rozpoznawanych u myszy chorych na raka i białaczkę, nigdy nie widziano, ani nie wyizolowano z ludzkich nowotworów. Myszy i ludzie … Zanim jednak stało się to jasne, w latach 60-tych XX w. wirusowa onkologia osiągnęła dogmatyczny, quasi-religijny status. Jeśli wirusa nie można było zaobserwować w mikroskopie elektronowym w nowotworach u ludzi, to problem miał leżeć po stronie mikroskopu elektronowego, a nie dogmatu wirusowej onkologii! Był to okres, kiedy biologia molekularna przyjęła totalnie dominującą pozycję w badaniach nad wirusami. W związku z tym wynaleziono „markery molekularne” dla retrowirusów (np. odwrotnej transkryptazy), które to najwygodniej zastąpiły nieobecne cząstki wirusowe, mając nadzieję na uratowanie centralnego dogmatu wirusowej onkologii. Pozwoliło to, z pomocą coraz bardziej hojnego wsparcia agencji finansujących i firm farmaceutycznych, przetrwać wirusowej hipotezie przez kolejne dziesięć lat, aż do końca lat 70-tych. Jednak do 1980r. klęska tego typu badań okazywała się żenująco oczywista, a zamknięcie niektórych laboratoriów onkologii wirusowej byłoby nieuniknione, gdyby, nie…

Gdyby nie co? Badania wirusów nowotworowych roztrzaskałyby się i zatrzymały gdyby nie fakt, iż w 1981 roku lekarz w Los Angeles opisał pięć przypadków poważnych niedoborów immunologicznych. Wszystkie dotyczyły homoseksualnych mężczyzn, którzy jednocześnie wdychali azotyn amylu; wszyscy nadużywali inne narkotyki, antybiotyki i prawdopodobnie cierpieli z powodu niedożywienia oraz chorób przenoszonych drogą płciową. Logicznym byłoby postawienie hipotezy, że te ciężkie przypadki niedoborów immunologicznych miały znaczące toksyczne implikacje. Wiązałoby się to jednak z zakwestionowaniem stylu życia tych pacjentów

Niestety, taka dyskryminacja była politycznie całkowicie nie do przyjęcia. Dlatego należało znaleźć inną hipotezę, tj. chorzy cierpieli na chorobę zakaźną wywoływaną przez nowy… retrowirus! Danych naukowych na poparcie tej hipotezy brakowało i o dziwo wciąż całkowicie brakuje. Nie miało to znaczenia i natychmiast eksplodowało namiętne zainteresowanie tym tematem wśród instytucji i badaczy wirusów nowotworowych. Okazało się to zbawieniem dla laboratoriów wirusowych, gdzie AIDS stało się niemal z dnia na dzień głównym tematem badań. Generowało to ogromne wsparcie finansowe Big Pharmy, większy budżet z NIH (Narodowych Instytutów Zdrowia) oraz CDC (Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom) i nikt nie musiał martwić się o styl życia pacjentów, którzy od razu stali się niewinnymi ofiarami tego strasznego wirusa, szybko ochrzczonego mianem HIV.

Dwadzieścia pięć lat później hipotezie HIV / AIDS, mimo ogromnego finansowania badań skierowanych wyłącznie na projekty oparte o nią, zupełnie nie udało się osiągnąć trzech głównych celów: nigdy nie wynaleziono lekarstwa przeciw AIDS; nigdy nie przedstawiono weryfikowalnych prognoz epidemiologicznych; nie stworzono dotąd z powodzeniem szczepionki przeciw HIV. Zamiast tego skrajnie nieodpowiedzialnie przepisuje się bardzo toksyczne (ale nie lecznicze) farmaceutyki, z częstymi śmiertelnymi efektami ubocznymi. Jednak pod mikroskopem elektronowym nigdy nie obserwowano ani jednej cząstki HIV we krwi pobranej od pacjentów z rzekomo wysoką wiremią! I co z tego? Wszystkie najważniejsze gazety i czasopisma pokazują atrakcyjne, komputerowo stworzone, kolorowe obrazy HIV. Wszystkie pochodzące z laboratoryjnych hodowli komórkowych, ale nigdy ani jednego pochodzącego od chorego na AIDS. Pomimo tego zdumiewającego zaniechania dogmat HIV / AIDS jest nadal mocno zakorzeniony. Dziesiątki tysięcy naukowców i setki największych firm farmaceutycznych nadal generują ogromne zyski na podstawie hipotezy HIV. I nigdy nie wyleczono ani jednego pacjenta z AIDS…

Tak, HIV / AIDS jest symbolem korupcji badań nad wirusami, dobitnie i tragicznie udokumentowanej w tej książce.

Programy badań nad wirusowym zapaleniem wątroby typu C, BSE, SARS, ptasią grypą oraz obecna polityka szczepień, wszystko to razem rozwinięto w oparciu o tę samą logikę maksymalizacji zysków finansowych. Za każdym razem staramy się zrozumieć, jak niektóre bardzo wątpliwe doktryny terapeutyczne są zalecane na najwyższych szczeblach władz zdrowia publicznego (WHO, CDC, RKI, itp.); często przy tym odkrywając albo żenujący konflikt interesów albo brak istotnych eksperymentów kontrolnych i zawsze ścisłe odrzucenie jakiejkolwiek otwartej debaty z autorytetami naukowymi przedstawiającymi odmienne postrzeganie procesów patologicznych. Wielokrotnie udokumentowano manipulowanie statystykami, fałszowanie badań klinicznych oraz unikanie badań toksyczności leków. Wszystko to zostało skrzętnie ukryte i nikomu nie udało się, jak dotąd, zakłócić cynicznej logiki dominującej w dzisiejszym biznesie badań nad wirusami.

Ukrywanie neurotoksyczności rtęci zawartej w środku konserwującym, tiomersalu, będącej wysoce prawdopodobną przyczyną autyzmu wśród dzieci szczepionych, najwyraźniej osiągnęło najwyższe szczeble władzy w USA … (patrz artykuł „Deadly Immunity” napisany przez Roberta F. Kennedy’ego Jr. w rozdziale 8 )

Wirus-mania jest chorobą społeczną naszej wysoko rozwiniętej cywilizacji. Aby ją wyleczyć, niezbędne będzie pokonanie strachu. Strach jest najbardziej zabójczym, zakaźnym wirusem, najefektywniej przenoszonym przez media.

Błądzić jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie – diabelską.

Etienne de Harven, MD
Lekarz medycyny, były profesor biologii komórkowej na Uniwersytecie Cornell, emerytowany profesor patolog Uniwersytetu w Toronto, jeden z pionierów wirusologii i specjalista mikroskopii elektronowej. W latach 1956 – 1981 członek Sloan Kettering Institute for Cancer Research, New York.

P.S. Wersja w PDF m.in. tutaj:

https://pl.scribd.com/doc/112444916/Virus-Mania

Czy akcja „V V” była mistyfikacją komunistycznych władz? Kulisy epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 r.

 

z14308529Q,--Gdy-15-lipca-wladze-przyznaly-oficjalnie--ze-we-.jpg

„W czasie trwania ostatniej większej epidemii [ospy prawdziwej] na przełomie wieków, będąc członkiem Komisji Zdrowia Rady Miejskiej w Londynie dowiedziałem się, jak zaufanie do szczepień podtrzymuje się za pomocą statystyk poprzez diagnozowanie wszystkich uprzednio zaszczepionych pacjentów jako przypadki egzemy krostkowej, ospy varioloid lub czegokolwiek — z wyjątkiem ospy prawdziwej.”— George Bernard Shaw

Epidemie Strachu

Świadomość zagrożenia zarazą ma charakter irracjonalny, wywołuje w społeczeństwie panikę i powoduje, że ludzie przestają myśleć i zachowywać się logicznie. Tak więc nie dziwi fakt, iż strach przed straszliwym pomorem był przynajmniej od czasów średniowiecznych wykorzystywany przez rządzących jako potężne narzędzie do kontroli społecznej oraz jako oręże w kampaniach wojennych. Według obowiązującej nomenklatury bezpośrednią przyczyną upadku państwa Azteków miała być ospa. Zapominamy przy tym o okrutnych wyprawach wojennych chciwych i pomysłowych konkwistadorów, mających przewagę nad Indianami dzięki konnicy i broni palnej. Epidemiczna panika stała się elementem wielu wojen psychologicznych, jak choćby Polski z Rosją w XVIII w. Polacy zwykli podsycać epidemiczną psychozę, aby przegrupować wojska, zorganizować zaopatrzenie pogranicznych twierdz czy podjąć działania wywiadowcze. „Epidemie” miały swój znaczący epizod również w wojnie północnej (1700-1721) czy w wojnie o sukcesję polską (1733-1735). Końcem XVIII w. Prusy i Austria wykorzystały dżumę jako pretekst do dokonania aneksji terytoriów pogranicznych Rzeczypospolitej, rzekomo pod pozorem tworzenia tzw. kordonów sanitarnych. Jak się później okazało, działania te były wstępem do I rozbioru. Wraz z początkiem 1831 roku, tj. tuż po wybuchu powstania listopadowego w Królestwie Polskim miała wybuchnąć rzekomo przywleczona przez wojska carskie epidemia cholery.

Im bardziej wgłębiamy się w anatomię kolejnych epidemii, tym bardziej staje się oczywisty ich związek z rozruchami społecznymi czy konfliktami zbrojnymi. Ogłoszenie stanu epidemii w kraju sąsiedzkim ułatwiało rządzącym wytyczanie kordonów sanitarnych dla ochrony własnego terytorium przed rozprzestrzenianiem się ruchów rewolucyjnych lub dokonywania aneksji (rozbiory Rzeczypospolitej). Podejrzanie wygląda także mit ospy z okresu wojny francusko – pruskiej w latach 1870 – 1871, za czym może stać próba usprawiedliwienia wysokiej liczby ofiar walk po własnej stronie (oddziały francuskie miały stracić w wyniku zachorowań na ospę 23.000 żołnierzy!) i obwinianie o przywleczenie zarazy pruskich żołnierzy. Ci z kolei, pomimo znacznie mniejszych strat, winili o to samo oddziały francuskie.

Dziś niewiele jednak nauczyliśmy się z doświadczeń z przeszłości. Istnieje jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi na temat przyczyn grypy „hiszpanki” z 1918r. (masowe akcje szczepień żołnierzy i toksyczne dawki salicylanów) oraz roli wirusów w przypadku polio – choroby Heinego-Medina – po II wojnie światowej (m.in. neurotoksyczność masowo używanych trujących insektycydów DDT).

Wątpliwa wydaje się być próba wyjaśnienia występowania epidemii od strony naukowej, ponieważ nie dotykają one całych populacji. Oficjalna nomenklatura mówi jedynie o „ogniskach epidemii”, tj. pojedyncze zachorowania o podobnych objawach łączy się ze sobą i tworzy wirtualne klastry. Epidemiolodzy nie potrafią na przykład wyjaśnić, dlaczego pomimo powszechnej medialnej histerii objawy „chorób zakaźnych” (no może poza zwykłym przeziębieniem) występują jedynie u niektórych i do tego nie są identyczne. Natomiast u przeważającej większości osób z bezpośredniego otoczenia, mimo długotrwałej ekspozycji, brak jakichkolwiek symptomów chorobowych. Czasem schorzenia uważane za zakaźne mają wyłącznie charakter endemiczny, a więc skupiają się na określonym obszarze, co może być związane np. z zanieczyszczeniem środowiska naturalnego, a zwłaszcza ujęć wody pitnej. Właśnie w zatruciach pokarmowych, spowodowanych piciem skażonej wody z miejskich ujęć upatrywałbym przyczyn masowych pomorów notowanych już od średniowiecza. Tymczasem mieszkańcy miast w starożytnym Cesarstwie Rzymskim, którym dostarczano czystą wodę akweduktami i którzy mogli korzystać z publicznych łaźni, nie doświadczali problemu epidemii.

Dogmat pojedynczych przyczyn chorób ostatecznie został ukształtowany przez mikrobiologię, dominującą końcem XIX w., głoszącą iż specyficzne mikroorganizmy (wirusy, bakterie, grzyby) są odpowiedzialne za konkretne choroby, włączając w to powszechne epidemie, jak ospa, cholera czy gruźlica. Takie proste wyjaśnienie ich genezy miało przede wszystkim służyć przyszłym zyskom rodzącego się wówczas przemysłu farmaceutycznego. Jednak po dziś dzień koncepcje te są jedynie zbiorami hipotez nieudowodnionych naukowo.

Wracając do ospy, już od czasów starożytnych źródła wspominają o tej dziesiątkującej ludzkość chorobie. Niewiele jednak o niej wiemy ze względu na to, że pod definicję ospy mogły być podciągane rozmaite zróżnicowane schorzenia.

Trudno też jednoznacznie stwierdzić z czym tak naprawdę mieliśmy do czynienia w przypadku ogłoszonej przez komunistyczne władze epidemii ospy prawdziwej w lipcu 1963 r. Jak wspomina lekarz uczestniczący w wydarzeniach wrocławskich lato owego roku było latem stulecia. Temperatura sprzyjała rozkładowi resztek organicznych, które mogły zanieczyścić sieci wodociągowe. Również niski poziom higieny mógł sprzyjać zatruciom pokarmowym, które, objawiały się np. gorączką, biegunką i wysypką, natomiast u osób w silnym stresie oksydacyjnym, tj. skrajnie przemęczonych, niedożywionych, o obniżonej odporności i chorych na przewlekłe schorzenia mogły kończyć się groźnymi powikłaniami. Innym istotnym czynnikiem, który należy brać pod uwagę jest fakt, iż w okresie powojennym wrocławski system  zaopatrzenia w wodę kształtował się w warunkach jej głębokiego niedoboru w mieście. Od 1871 roku działała wieża ciśnień na Grobli, która stała się jednym z głównych elementów centralnego systemu wodociągowego. Wodę czerpano z rzeki Oławy (awaryjnie z Odry). Natomiast od 1904 r. korzystano głównie z gruntowych ujęć na Świątnikach. Na ile proces uzdatniania wody przy stosowanych wówczas technologiach był stuprocentowo skuteczny i bezpieczny, trudno dziś stwierdzić. Faktem jest, że wraz z budową instalacji sanitarnych i poprawą metod uzdatniania wody pilnej, rugowano w ostatnim wieku wiele chorób, których źródłem były zanieczyszczenia organiczne. Jednocześnie pojawił się inny problem, wprowadzenie pestycydów w rolnictwie i zanieczyszczeń chemicznych z fabryk, które potem trafiały do obiegu wodnego. Okres kryzysu w dostępie Wrocławia do wody zakończył się dopiero w 1982 r. po zakończeniu budowy nowego zakładu uzdatniania.

Oficer SB kontaktem „0”

Ospowy dramat Wrocławia swój prolog miał w „ważnym” gabinecie. Andrzej Ochlewski, ginekolog, który później odegrał kluczową rolę w akcji „VV”, był wtedy kierownikiem Wydziału Zdrowia Miejskiej Rady Narodowej. – W kwietniu 1963 roku zostałem poproszony do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W gabinecie „pierwszego” siedziało dwóch oficerów służb specjalnych. Wyłuszczyli mu sprawę tonem nieznoszącym sprzeciwu: agent polskiego wywiadu musi wyruszyć z misją specjalną do Indochin. Nie może pojechać jako podpułkownik Bonifacy Jedynak, więc musi mieć dokumenty na inne nazwisko, w tym książeczkę szczepień. Andrzej Ochlewski nie zamierzał dyskutować z oficerami wywiadu, chodziło w końcu o sprawę wagi państwowej. – Wziąłem oryginalną książeczkę podpułkownika z potwierdzonym szczepieniem i na jej podstawie, wykorzystując swoje stanowisko, załatwiłem drugą w sanepidzie, ale na inne nazwisko. Dali mi na to dwie godziny.

Na czym polegała tajna misja? – Był oddelegowany do kontroli polskich placówek dyplomatycznych w Indiach, Birmie i chyba w północnym Wietnamie – opowiada doktor Tadeusz Hawling ze Szpitala MSW przy ul. Ołbińskiej, który leczył tajemniczego oficera. Inni podają jednak, że celem podróży był Pakistan. Tak więc nie jest ustalone do końca czy i gdzie w owym czasie agent Służby Bezpieczeństwa przebywał. Trzeba pamiętać, że Bonifacy Jedynak w interesującym nas okresie (1957-1964) był zastępcą komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej ds. SB. Jak donosi IPN oficer ten brał w 1968 r. czynny udział w akcji „Dunaj” podczas interwencji w Czechosłowacji, co świadczy o jego kluczowej roli jako zaufanego agenta w polityce najwyższych władz PRL.

Continue reading „Czy akcja „V V” była mistyfikacją komunistycznych władz? Kulisy epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 r.”

Nierównowaga chromosomalna a kancerogeneza. Aneuploidalna teoria nowotworów

k2-_d13d3834-6b31-41db-8f41-ba9a7b72cec2.v1.jpg

Książka „The Chromosomal Imbalance Theory of Cancer: The Autocatalyzed Progression of Aneuploidy is Carcinogenesis” autorstwa Davida Rasnicka PhD zawiera dwie główne tezy przewodnie. Po pierwsze, to aneuploidia (zaburzenia chromosomalne), a nie mutacje genów, jest przyczyną kancerogenezy. Po drugie,  gorączka, wytwarzana  przez organizm zazwyczaj przy okazji infekcji, jest o wiele bardziej skuteczna w walce z rakiem, niż którakolwiek z szerzej stosowanych metod leczenia.

O ile dr Rasnick nie jest pierwszym naukowcem, który od samego początku przejawia swój sceptycyzm wobec teorii mutacji genetycznych, o tyle druga z powyższych tez może implikować sposoby postępowania z nowotworami, ponieważ gdy tylko zdamy sobie sprawę z faktu, iż komórki rakowe są niezwykle wrażliwe, przestaje być dla nas zaskoczeniem, gdy dowiadujemy, że już od czasów starożytnych spontaniczne remisje z trwałym wyleczeniem raka następowały wskutek poważnych infekcji.

Więcej na temat aneuploidalnej teorii nowotworów tutaj:

http://www.davidrasnick.com/Cancer.html

 

Raport z 25 lat obserwacji potwierdza: mammografia NIE ratuje życia

mammography_fails_to_save_lives.jpg

Oto fragment publikacji, która ukazała się na łamach British Medical Journal, Miller et al, 2014

25 lat obserwacji zachorowalności i śmiertelności raka piersi – Canadian National Breast Screening Study: randomizowane badania przesiewowe

http://www.bmj.com/content/348/bmj.g366

i tu wersja w pdf: Miller 2014(1)

Czytamy w niej między innymi:

„Regularne badania mammograficzne wykonywane są celem zmniejszenia śmiertelności z powodu raka piersi. Wykryte dzięki mammografii niewyczuwalne nowotwory piersi są przeciętnie mniejsze, niż  wyczuwalne klinicznie guzy piersi. Stwierdzone niewielkie nowotwory piersi dają lepsze rokowania niż duże. Jednakże przeżywalność w ramach programu przesiewowego nie wpływa na zmniejszenie śmiertelności z kilku powodów: błąd systematyczny wynikający z wcześniejszego wykrycia (lead time bias), błąd systematyczny z tytułu długości czasu trwania nowotworu (length bias) albo nadwykrywalność.”

I dalej:

„Nadal nie stwierdziliśmy zmniejszenia umieralności z powodu raka piersi dzięki przesiewowym badaniom mammograficznym w programie oferującym pięć mammografów co roku, ani u kobiet, które w momencie rozpoczęcia naszych badań były w wieku 40-49 lat, ani u kobiet w wieku 50-59 lat. Pomimo, że różnica w przeżywalności po diagnozie raka sutka była istotna pomiędzy tymi nowotworami diagnozowanymi przez samą mammografię i tymi, u których zdiagnozowano raka w wyniku fizycznego badania przesiewowego, to wynikała ona z błędu systematycznego wynikającego z wcześniejszego wykrycia, błędu systematycznego z tytułu długości czasu trwania nowotworu oraz nadrozpoznawalności. Pod koniec okresu badań przesiewowych u kobiet wykonujących mammografię piersi było o 142 przypadków nowotworów piersi więcej, niż w grupie kontrolnej, a w piętnastym roku nadmiar wynosił 106 nowotworów. Z tego wynika, że mammografia nadmiernie zdiagnozowała 22% (106 z 484) inwazyjnych nowotworów. Oznacza to jeden nadrozpoznany przypadek raka piersi na każde 424 kobiety, które poddały się mammografii. Zakładając, że prawie wszystkie zdiagnozowane nowotwory w Canadian National Breast Screening Study były niewyczuwalne palpatycyjnie (ręcznie), to 50% (106 z 212) przypadków wykrytych dzięki mammografii, niewyczuwalnych nowotworów było nadmiernie zdiagnozowane.

(…) Podsumowując, nasze dane pokazują, że corocznie wykonywana mammografia nie powoduje zmniejszenia umieralności na raka piersi, właściwej dla kobiet w wieku 40-59 bardziej, bardziej niż samo palpacyjne badanie  piersi, bądź zwyczajna dbałość istniejąca w danej wspólnocie. Dane sugerują, że wartość przesiewowych badań mammograficznych powinna zostać poddana ponownej ocenie.”

Wyniki raportu pokrywają się z danymi zebranymi przez Nordic Cochrane Centre, pochodzącymi z badań klinicznych z randomizacją, oceniającymi skuteczność mammograficznych badań przesiewowych. Wynika z nich, że dzięki unikaniu udziału w badaniach przesiewowych ryzyko rozpoznania u kobiety raka piersi maleje.

Jeśli 2000 kobiet będzie regularnie uczestniczyć w badaniach przesiewowych przez 10 lat, to korzyść odniesie jedna, ponieważ uniknie śmierci spowodowanej rakiem piersi. Równocześnie wskutek tych badań 10 zdrowych kobiet zostanie uznanych za chore na nowotwór złośliwy i będzie niepotrzebnie leczonych. Kobietom tym zostanie częściowo lub całkowicie usunięta pierś, wiele z nich zostanie poddanych radioterapii i chemioterapii. Zdecydowana większość pacjentek z fałszywie pozytywnym wynikiem badań mammograficznych stanie się de facto ofiarami błędów jatrogennych, generujących kolejne, często śmiertelne schorzenia, wywołane przez sugestię, bądź spowodowane niepotrzebnym leczeniem. 

http://nordic.cochrane.org/przesiewowe-badania-mammograficzne-w-kierunku-raka-piersi

mammografi-pl

„Wirus Ludzkich Brodawczaków (HPV) a Rak Szyjki Macicy” – krytyczna analiza

635820679825527020.jpg

Śledząc codzienne informacje można odnieść wrażenie, iż związek pomiędzy zarażeniem się wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV) a wystąpieniem raka szyjki macicy kilkadziesiąt lat później został udowodniony i jest zaakceptowany jako fakt naukowy. Rodzimy establishment medyczny również zachowuje się tak, jakby to był pewnik i wszystko już zostało na ten temat powiedziane. Zarówno laicy, jak i mniej oczytani lekarze nie zdają sobie nawet sprawy, że po dziś dzień jest to jedynie hipoteza, ugruntowana jako aksjomat bez jakiegokolwiek poparcia w dowodach naukowych.

Szerzej tematem zająłem się tutaj:

https://pubmedinfo.wordpress.com/2015/12/25/wirusy-jako-przyczyny-nowotworow/

W poniższej pracy naukowej lekarz ordynator Akademickiego Oddziału Położnictwa i Ginekologii Szpitala w Birmingham (UK), członek Royal College of Obstetricians and Gynaecologists (Królewskiego Kolegium Ginekologów i Położników) próbuje krytycznym okiem ustalić związek pomiędzy HPV a nowotworem szyjki macicy.

„Biolodzy molekularni, w odróżnieniu od generalnie bardziej sceptycznie nastawionych epidemiologów, odnoszą się z dużo większym przekonaniem do tego, że zakażenie HPV (Human Papilloma Virus), tj. wirusem ludzkich brodawczaków, jest czynnikiem etiologicznym raka szyjki macicy. Przy ustalaniu związku przyczynowego pomiędzy zakażeniem HPV a nowotworem szyjki natrafiono na liczne trudności. Po pierwsze niezbyt precyzyjne metody badawcze, po wtóre stosowanie w poszczególnych przypadkach uproszczonych kryteriów oceny przyczyn wywołujących zakażenie, rzadkie występowanie pełnych objawów zakażenia, oraz to, że w mechanizmie onkogenezy bierze udział wiele czynników.”

Tutaj cała publikacja przetłumaczona na język polski:

HPV a Rak Szyjki Macicy

„Béchamp czy Pasteur? Zaginiony Rozdział z Historii Biologii”

 

109990_max.jpg

Kto miał rację, prof. Antoine Béchamp ze swoją teorią pleomorfizmu (wielopostaciowości) mikroorganizmów czy też plagiator jego prac, zatrudniony przez francuski rząd chemik Louis Pasteur, zwolennik doktryny wojennej wobec bakterii?
bechamp.gif

Znany dziś jedynie garstce historyków Antoine Béchamp – magister farmacji, doktor nauk, lekarz medycyny, profesor chemii medycznej i farmacji w Montpellier, profesor fizyki i Toksykologii na Wyższej Szkole Farmacji w Strasburgu, profesor chemii w Strasburgu, profesor chemii biologicznej i dziekan Wydziału Lekarskiego w Lille, Kawaler Legii Honorowej, itd.

Nazwisko profesora Béchampa zostało potajemnie usunięte z podręczników historii medycyny.

Tutaj link do biografii w j. angielskim, napisanej przez Ethel Douglas Hume i wydanej w 1923 r., przybliżającej sylwetkę tego uczonego, a przy okazji obalającej mit Pasteura.

http://www.mnwelldir.org/docs/history/biographies/Bechamp-or-Pasteur.pdf

Wirus HIV przyczyną AIDS? Brak dowodów naukowych: Wywiad z Eleni Papadopulos-Eleopulos

Perth1.jpgEleni Papadopulos-Eleopulos jest biofizykiem i liderem grupy  naukowców, powstałej w 1981 roku w Perth w zachodniej Australii, badającej hipotezę HIV/AIDS. Troje jej członków założycieli to właśnie Eleni PapadopulosEleopulos, lekarz pogotowia Valendar F Turner i lekarz patolog prof. John Papadimitriou. Przez lata wielu innych naukowców przyczyniło się do znacznego wkładu dla Perth Group lub dołączyło do niej.

Tutaj cały wywiad, który rzuca nowe światło na dogmat HIV / AIDS i krytycznie odnosi się do naukowych kryteriów izolacji retrowirusa HIV:

Czy isnienie HIV zostało udowodnione