Czego nie dowiesz się o nowotworach od swojego lekarza

 

Mitologia nowotworowa na usługach farmakracji


1. Hipoteza: mutacje genetyczne powodują raka

Współczesna medycyna nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie o przyczyny raka. Uznaje się, że w którymś momencie grupa komórek nagle przestaje współpracować z organizmem i rozpoczyna bunt.

Dominujący nurt nauki mówi, iż karcynogeneza (zmiany prowadzące do powstania nowotworu) jest procesem wieloletnim, a przeciętny okres rozwoju guza o średnicy 1 cm wynosi około 5 lat. Zależy to jednak od rodzaju nowotworu i tkanki w której zachodzi karcynogeneza. Dla niektórych nowotworów mogą to być miesiące, dla innych dziesiątki lat. Różny jest też czas trwania poszczególnych etapów i szybkość przechodzenia komórki z jednego etapu do kolejnego.

Na etapie inicjacji pojawia się spontanicznie, bądź pod wpływem karcynogenu pojedyncza mutacja DNA. Na etapie promocji aktywowane zostają onkogeny i zwiększa się produkcja czynników odpowiedzialnych za wzrost i namnażanie się komórek. Jednocześnie zachodzą dalsze mutacje, które nie są naprawiane. Następny etap, progresji albo uzłośliwienia nowotworu, polega na pojawianiu się kolejnych zaburzeń molekularnych, przede wszystkim zmian w kariotypie, kiedy powstają klony zdolne do naciekania i tworzenia przerzutów.

Tak więc podstawą terapii nowotworowej jest odpowiednio wczesne wykrycie i uderzenie (za pomocą chemioterapii, radioterapii, interwencji chirurgicznej) w te „złośliwe” komórki, aby zapobiec niekontrolowanemu ich rozrostowi, a przy tym w możliwie największym stopniu oszczędzenie pacjenta.

dna-strands.jpg

Tyle teoria.

Aby poradzić sobie z problemem wysokiej toksyczności środków stosowanych w chemioterapii, czyni się obecnie wysiłki celem wynalezienia leków, które będą wysoce specyficzne dla komórek rakowych. I właśnie tu napotykamy na trudności, ponieważ jak dotąd nie udało się zidentyfikować tych specyficznych nowotworowych celów ataku. Okazuje się bowiem, że w nowotworach nie zauważymy żadnych cech charakterystycznych, których nie posiadałaby komórka macierzysta.

http://cancerres.aacrjournals.org/content/4/2/181

Jedyną więc nadzieją w znalezieniu określonego celu uderzenia w raka przy opracowywaniu leków przeciwnowotworowych byłoby zbadanie, czy istnieją niezbędne geny wyrażane w nowotworach, które nie są tak istotne w normalnych tkankach. Jak dotąd nie zidentyfikowano ani jednego takiego genu. Nawet jeśliby został odkryty nowy lek kierowany, to w krótkim czasie straciłby swoją skuteczność poprzez nagłe pojawianie się opornych na lek komórek nowotworowych.
Hipotezę o mutacji genetycznej jako przyczynie raka trudno pogodzić z faktem istnienia oporności na lek, a zwłaszcza z pojawieniem się oporności wielolekowej po ekspozycji na chemioterapeutyki kierowane w konkretny produkt genu.

Poza tym, przy każdej ocenie skutków mutacji pojedynczych genów należy wziąć pod uwagę fakt, że praktycznie wszystkie produkty genów w komórce są kinetycznie połączone w biochemiczne linie montażowe. Jedną z konsekwencji tego kinetycznego powiązania większości funkcji wewnątrzkomórkowych jest to, że mało prawdopodobne aby mutacje aktywujące mogły wygenerować dominujące nowe fenotypy, ponieważ są one bardzo skutecznie buforowane przez inne niezmutowane enzymy z wnętrza ich biochemicznej linii produkcyjnej, która funkcjonuje normalnie. Podobnie jak nadmiernie produktywny pojedynczy pracownik linii montażowej nie może zwiększyć mocy produkcyjnej całej linii montażowej w fabryce samochodów. Tak więc aktywujące mutacje genowe są mało prawdopodobne, aby wygenerować dominujące fenotypy w komórce. 

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC16222/

2. Hipoteza: przerzuty nowotworowe

Wg hipotezy, która urosła dziś do rangi centralnego dogmatu onkologii, jedną z najważniejszych cech nowotworów złośliwych jest zdolność do naciekania i niszczenia okolicznych tkanek, a także zdolność do dawania przerzutów do węzłów chłonnych lub odległych narządów, gdzie komórki nowotworowe miałyby się zagnieżdżać, rozrastać i stamtąd dawać kolejne przerzuty.

Istnieje przypuszczenie, iż niektóre komórki nowotworowe odrywają się od pierwotnego guza, nabywając zdolność penetracji ścian naczyń limfatycznych i / lub krwionośnych, po czym są w stanie krążyć w krwiobiegu do miejsc od niego odległych, gdzie osiedlają się inicjując powstanie nowego ogniska choroby w nowym miejscu.

Pojawienie się przerzutów, często określane jako rozsiew, jest powiązane z pogorszeniem się stanu chorego.

Jednak nigdy żadnemu badaczowi nie udało się w krwi pacjenta „chorego” na raka znaleźć choćby jednej komórki nowotworowej. Jeśliby rzeczywiście medycyna akademicka traktowała poważnie tę hipotezę o wędrujących komórkach raka, to czy nie badano by pod tym kątem krwi pobranej od honorowych dawców? Przecież nie są oni nigdy sprawdzani na obecność nowotworu w organizmie. Tak więc krwiodawcy mogliby wówczas nieświadomie „zarażać” swoimi komórkami nowotworowymi pacjentów, którym przetaczana jest ich krew.

Także niedorzeczną pozostaje hipoteza jakoby komórki rakowe w swojej, nigdy nie zaobserwowanej, „wędrówce” drogą krwi podlegały metamorfozie, np. komórka rakowa, która w jelicie (tkance pochodzenia endodermalnego) utworzyła gruczolakoraka, tj. kalafiorowatego zbitego guza, nagle wędruje do kości (pochodzenia mezodermalnego), by tam przeobrazić się w zanik kości.

Dogmat o metastazie zrodził kolejne dogmaty, choćby ten, że złośliwe komórki dzielą się dalej, co ostatecznie doprowadza do śmierci pacjenta.

W dalszej części tekstu wrócę do kwestii wyjaśnienia zjawiska, które medycyna akademicka nazywa przerzutami nowotworowymi.

3. Hipoteza: złośliwość nowotworu

Przerzuty mają być dowodem tzw. złośliwości nowotworów. Ale skąd w ogóle wziął się paradygmat ich zjadliwej natury?

W oficjalnej medycynie, ale również w innych odmianach tzw. medycyny alternatywnej obowiązuje koncepcja, iż wszystkie choroby, w tym nowotworowe, uważane są za błędy natury (np. jako załamanie się systemu immunologicznego), jako coś złego, co próbuje zniszczyć organizm i z tego powodu musi zostać zwalczone i wytępione. Istotnym jest fakt, iż w obowiązującej nomenklaturze nie postrzega się organizmu jako całości, uznając że szybko dzielące się komórki nowotworowe działają autonomicznie, bez jakiejkolwiek kontroli ośrodkowego układu nerwowego. Takie myślenie niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje w przypadku stwierdzenia u pacjenta nowotworu złośliwego, kwalifikując go do inwazyjnych metod leczenia, tj. chemioterapii, radioterapii oraz wycięcia „złośliwej” zmiany wraz z fragmentem otaczającej tkanki. Nierzadko chirurdzy skłaniają się ku niezwykle radykalnemu zabiegowi resekcji danego narządu.

Od czasów średniowiecznych, pod wpływem religii dokonano podziału wszystkiego na „dobre” i „złe”. Stąd takie pojęcia, jak „złośliwość nowotworu” czy „patogeny”, „niebezpieczne” lub „chorobotwórcze wirusy i bakterie”. Podział taki był ewidentnie na rękę elitom rządzącym, które w łatwy sposób mogły sprawować kontrolę nad społeczeństwem, utrzymując go w ciągłym strachu. Wszystkie symptomy choroby były czymś złym i miały być tępione, niczym grzech.

Stąd też powszechne przekonanie, moim zdaniem całkowicie błędne, o konieczności zbijania gorączki za wszelką cenę. Poruszałem ten temat zresztą w jednym z postów:

https://pubmedinfo.wordpress.com/2016/10/30/spontaniczne-wyzdrowienie-z-nowotworu/

5950352_orig.jpg

4. Chemioterapia jako lek na raka, czyli grzech pierworodny współczesnej onkologii

„Lekarze zapisują lekarstwa, o których niewiele wiedzą, na choroby, o których wiedzą jeszcze mniej, ludziom, o których nie wiedzą nic” – Voltaire.

Większość ludzi wierzy w to, że wszystkie onkologiczne zabiegi i procedury są solidnie ugruntowane w nauce oraz że jednoznacznie udowodniono ich skuteczność w rygorystycznych badań klinicznych. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Are we treating cancer, but killing the patient?

Podstawowym błędem jest założenie, że istnieje coś takiego, jak leki przeciwnowotworowe. Środki stosowane w leczeniu nowotworów są w rzeczywistości lekami antyproliferacyjnymi, które uderzają z taką samą siłą w syntezę DNA i RNA, montaż i działanie mikrotubuli oraz w topoizomerazy, które są niezbędne w normalnych komórkach, zwłaszcza w normalnych komórkach ulegających szybkiej proliferacji. Nie jest więc zaskoczeniem, że leki te są bardzo toksyczne. Więcej na ten temat w poniższej publikacji:

http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(98)90327-0/abstract

Pomijam już kwestię wątpliwej skuteczności cytostatyków. Nie ma dowodów na to, że chemioterapia w jakimkolwiek stopniu wpływa na przeżywalność, ani na to, że poprawia jakość życia pacjentów. Pseudo-skuteczność leków cytotoksycznych opiera się na fałszywym przeświadczeniu, iż istnieje jakikolwiek związek pomiędzy tzw. „odpowiedzią na leczenie”, tj. zmniejszeniem się zmian nowotworowych, a przedłużeniem życia. Pisał o tym prof. Ulrich Abel, biostatystyk w niemieckim Narodowym Centrum Chorób Nowotworowych (NCT) w Heidelbergu.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1339108

Pełna wersja dostępna w pdf:

Critical Review of Chemotherapy. Abel Ulrich

Szerzej o problemie wątpliwej skuteczności chemioterapii pisałem tu:

https://pubmedinfo.wordpress.com/2016/07/14/chemioterapia-czy-chemio-tortury-wplyw-lekow-cytotoksycznych-na-5-letnia-przezywalnosc-doroslych-z-chorobami-nowotworowymi/

Godny uwagi jest też fakt, że w świetle ankiet przeprowadzonych wśród lekarzy onkologów, aż jedna trzecia z nich nie poddałaby się chemioterapii, gdyby wykryto u nich  zmiany nowotworowe.

Would Oncologists Want Chemotherapy If They Had Non-Small-Cell Lung Cancer?

Znaczy to ni mniej, ni więcej, że co trzeci ekspert na polu walki z rakiem nie wierzy w stosowane przez siebie procedury. Bardzo pocieszająca perspektywa! Nie dziwi zatem fakt, że wbrew obietnicom płynącym na co dzień ze świata nauki tak naprawdę przegrywamy wojnę z rakiem.

Losing War on cancer

We Fought Cancer…And Cancer Won

5. Przemysł nowotworowy

Sposób działania biznesu onkologicznego ilustruje poniższy przykład.

Otrzymałem jakiś czas temu newsletter o zbliżającej się konferencji na temat czerniaka, skądinąd niezwykle popularyzowanej ostatnio przez media odmiany nowotworu.

W treści czytamy:

Polskie Towarzystwo Chirurgii Onkologicznej i jego Sekcja Naukowa „Akademia Czerniaka” oraz Wydawnictwo Lekarskie PZWL zapraszają na IV edycję cyklu, poświęconego tematyce czerniaka. Spotkania przeznaczone są w szczególności dla onkologów, chirurgów onkologów, dermatologów, radiologów oraz lekarzy innych specjalności, zainteresowanych nowotworami skóry.

Więcej tutaj:

https://www.instytutpwn.pl/konferencja/akademia-czerniaka-2017/?utm_source=email&utm_medium=button&utm_campaign=1004_0217_medtube_20170201

W gronie wykładowców, którzy rzecz jasna nie mają żadnego konfliktu interesów, możemy znaleźć:

prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, Prof. dr hab. n. med. Bożenna Karczmarek-Borowska, Prof. nadzw. dr hab. n. med. Witold Owczarek, Prof. dr hab. n. med. Marek Wojtukiewicz, Dr hab. n. med. Wojciech Wysocki, Prof. dr hab. n. med. Wojciech Zegarski, Dr n. med. Ewa Chmielowska, Dr n. med. Bożena Cybulska-Stopa, Dr Hanna Koseła-Paterczyk, Dr Katarzyna Kozak, Dr n. med. Tomasz Świtaj.

Na końcu newslettera widnieje krótka informacja na temat „partnerów strategicznych”, czyt. sponsorów wydarzenia oraz jego medialnej tuby propagandowej.

sponsorzy.jpg

Dla laików, firma Bristol-Myers Squibb jest producentem preparatu YERVOY, wskazanego w leczeniu zaawansowanego czerniaka, którego opakowanie w hurcie kosztuje obecnie (początek 2017 r.) bagatela ok. 19 000 PLN. Kolejna wymieniona wśród sponsorów firma Novartis jest producentem preparatu stosowanego w walce z czerniakiem pod nazwą Mekinist, którego cena rynkowa kształtuje się w granicach 10 900 USD oraz tańszego Tafinlar w cenie 5 300 PLN za opakowanie. Z kolei inny wymieniony „partner strategiczny” konferencji, szwajcarski koncern Roche, jest producentem leku pod nazwą preparatu Zelboraf, kosztującego jedyne 9 400 PLN za opakowanie w hurcie. Pytanie, jaka część pieniędzy ze sprzedaży cytostatyków jest przeznaczana na tzw. marketing, czyli na niebotyczne honoraria dla wykładowców na takich imprezach, jak wspomniana wyżej, na łapówki dla konsultantów krajowych i wojewódzkich czy dla ordynatorów oddziałów onkologicznych?

A tutaj mała próbka:

http://www.polskatimes.pl/artykul/3694022,90-konsultantow-medycznych-zrezygnowalo-ze-swoich-stanowisk,id,t.html

Teoria zaburzeń chromosomalnych

Istnieje alternatywna teoria dla niesprawdzonych hipotez współczesnej medycyny, teoria aneuploidii chromosomalnych, tj. zaburzeń chromosomalnych (Hansemann, Boveri), o której wspominałem tutaj:

https://pubmedinfo.wordpress.com/2016/04/08/geneza-nowotworow-zaburzenia-chromosomalne-czyli-aneuploidalna-teoria-raka/

Wyjaśnia ona, a wręcz przewiduje nagłe pojawianie się oporności na lek.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11013390

Jak pisze Tannock w przytoczonej przedtem publikacji The Lancet:

„ Jest oczywiste, że stara strategia, która za pomocą promieniowania i leków cytotoksycznych próbuje zabić komórki nowotworowe zanim zabije pacjenta, zwyczajnie nie zadziałała w przypadku większości śmiertelnych nowotworów”.

150633-004-C12F9F5B.jpg


Teoria aneuploidii chromosomalnych, której propagatorem jest biolog i chemik, dr David Rasnick, wyjaśnia niechybną porażkę takiego podejścia i sugeruje nową strategię. Jak pisze naukowiec:

Jednym z najbardziej uporczywych nieporozumień jest to, że komórki nowotworowe są szybko dzielącymi się super-komórkami, „wrogiem wewnętrznym”, nastawionym na zniszczenie nas. Stąd metafory wojskowe ‘wojna z rakiem’. Jednak obserwacyjnie, eksperymentalnie i teoretycznie komórki nowotworowe są komórkami aneuploidalnymi. Aneuploidia uszkadza komórki, im bardziej poważna nierównowaga chromosomalna, tym większe uszkodzenia. Podziały uszkodzonych komórek aneuploidalnych następują zazwyczaj w wolniejszym tempie, niż normalnych komórek diploidalnych, a progresja guza nie koniecznie musi prowadzić do jego dominacji nad gospodarzem. Uszkodzone komórki aneuploidalne umierają w dużych ilościach i jest to ‘obowiązkiem w nowotworowym państwie’. Tutaj właśnie leży klucz do profilaktyki oraz do bardziej efektownych, a zarazem mniej toksycznych form terapii przeciwnowotworowych.”

Źródło:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12165455

photo.jpg

Tak więc komórki nowotworowe nie są super-komórkami, ale uszkodzonymi komórkami aneuploidalnymi, które w przeważającej części spontanicznie umrą. Ponieważ przegrywają w konkurencji z normalnymi komórkami diploidalnymi, nowa strategia polegać powinna na zatrzymaniu prac na różnymi formami trucizn, które miałyby zabić komórki raka i na skupieniu się bardziej na interakcjach pomiędzy nowotworem a gospodarzem. Fakt, że propagacja pierwotnych ludzkich komórek nowotworowych in vitro wymaga subtelnie dostrajanego stabilnego środowiska oznacza, że nietoksyczne zaburzenia w organizmie gospodarza mogą być wystarczające do wypchnięcia nowotworu z jego stabilnego, komfortowego środowiska na ścieżkę prowadzącą do apoptozy jego komórek. Takie zaburzenia mogą być odpowiedzialne za 741 opisanych przykładów spontanicznej remisji (cofnięcia się objawów) w ponad 45 różnych odmianach nowotworu. Zgodnie z tym rozumowaniem, globalne perturbacje związane z wystąpieniem ciąży, poważnymi zmianami w diecie, infekcjami pooperacyjnymi oraz powszechnymi chorobami infekcyjnymi, mogą tłumaczyć spontaniczną remisję wielu różnych nowotworów:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2206563

pełna wersja w pdf:

www.tandfonline.com/doi/pdf/10.3109/02841869009090048

Istnieją również przypadki spontanicznej remisji, które zdają się występować bez wyraźnego powodu, jak opisany w poniższej publikacji, gdzie przedstawiono przypadek pacjenta, u którego wcześniej stwierdzono złośliwego raka płuc, a który odmówił jakiegokolwiek leczenia i wkrótce wyzdrowiał.

Źródło:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3861378/

Problem spontanicznej remisji poruszałem już wcześniej tutaj:

https://pubmedinfo.wordpress.com/2016/10/30/spontaniczne-wyzdrowienie-z-nowotworu/

 

Odkrycia dr Hamera

 

Promowana przez dr Rasnicka teoria aneuploidii chromosomalnych nie wyjaśnia samego procesu nowotworzenia, a jedynie opisuje pewne mechanizmy na poziomie molekularnym i komórkowym. Jest więc zaledwie podbudową dla dalszych badań.

Natomiast opisane wyżej przypadki spontanicznej remisji idealnie wpisują się w odkrycia dr R.G. Hamera.

W 1978 r. na przystani jachtowej w południowych Włoszech, książę Wiktor Emanuel Sabaudzki w amoku strzela w kierunku zacumowanej łodzi. Ranny zostaje młody człowiek, który w wyniku obrażeń i późniejszych komplikacji wkrótce potem umiera. Jego ojcem jest niemiecki lekarz internista dr Ryke Geerd Hamer. Śmierć syna jest dla niego druzgocącym przeżyciem. Kilka miesięcy później dr Hamer odkrywa u siebie raka. Przypuszczając, że to nie może być przypadek, podejmuje próby weryfikacji czy jego pacjenci z nowotworami także doświadczyli wcześniej emocjonalnych wstrząsów. Ku jego zdumieniu, wszyscy ci pacjenci przeżyli uprzednio traumatyczny szok. To stwierdzenie, potwierdzone wielokrotnie u kolejnych osób, doprowadziło Hamera do sformułowania tzw. Żelaznej Reguły Raka, rozwiniętej następnie do Pięciu Praw Natury.

Germańska Nowa Medycyna dr Hamera, nazywana obecnie Germańską Heilkunde, opisuje dokładnie medyczno-biologiczne zależności w żywym organizmie, traktując człowieka jako jedność psychiki (duszy), mózgu i narządu. Wszystkie procesy przebiegające w psychice i na narządzie są sterowane przez mózg i są w nim koordynowane. Germańska Heilkunde nie dzieli zjawisk w naturze na złośliwe i niezłośliwe, sugerując, że istnieją tylko Sensowne Biologiczne Specjalne Programy Natury (SBS ®). Tych w zasadzie nie trzeba „leczyć”, należy tylko pozwolić im się zrealizować, ponieważ posiadają one zawsze pewien określony sens biologiczny.

 

rike-geerd-hamer.jpg

 

Jak wspomniałem, dr Hamer sformułował Pięć Biologicznych Praw Natury:

1 Prawo Natury – Żelazna reguła raka

Dr Hamer odkrył, że nie tylko nowotwory, ale wszystkie choroby (za wyjątkiem zatruć, urazów i niedożywienia) poprzedzone są przeżyciem biologicznego konfliktu.

Każda choroba nowotworowa powstaje wskutek uderzenia DHS (Dirk Hamer Syndrom), czyli wskutek doznania ciężkiego, dramatycznego, odczutego w wyizolowaniu, szokowego przeżycia konfliktowego następującego w trzech płaszczyznach jednocześnie: w mózgu, w psychice i na narządzie.

Konflikt biologiczny (w skrócie nazywany DHS – Dirk Hammer Syndrom) musi spełniać 3 następujące kryteria:

  • wydarzenie nagłe, niespodziewane, które trafia nas jak przysłowiowy „grom z jasnego nieba”; sytuacja nagle przyjmuje taki obrót, jakiego absolutnie się nie spodziewaliśmy
  • wydarzenie dramatyczne (odczucie subiektywne), które dotknęło nas do żywego
  • wydarzenie odczute w izolacji (co nie jest równoznaczne z tym, że musimy być w tym czasie sami) – nie możemy z nikim podzielić się problemem, „dusimy” go w sobie; często gdy podzielimy się z kimś problemem to mamy wrażenie, że „nikt nie rozumie naszego problemu” – to niezrozumienie powoduje odczucie izolacji.

DHS to nie to samo co konflikt psychiczny. Problemy i konflikty psychiczne, na które możemy się przygotować, jesteśmy w stanie pokonać sami. Zupełnym przeciwieństwem tego są konflikty biologiczne – rodzaje przepięć, na które – uprzedzając naszą świadomość – pierwszy reaguje mózg włączając SBS.
W momencie wystąpienia konfliktującego szoku (DHS), w określonym miejscu w mózgu powstaje coś w rodzaju krótkiego spięcia.

Hamer-rings.jpg

Można to zaobserwować za pomocą tomografii komputerowej, gdzie dostrzeżemy koncentryczne koła przypominające te, jakie widzimy na powierzchni wody po wrzuceniu do niej kamienia (tzw. Ognisko Hamera). SBS-y u zwierząt zawsze włączają się pod wpływem realnej sytuacji, a my tylko tym się różnimy od zwierząt, że nasze programy ratunkowe włączają się również pod wpływem subiektywnie odczutego szokowego przeżycia konfliktowego.

2prawonatury.jpg

2 Prawo Natury – o dwufazowości wszystkich zachorowań

Długość życia organizmów wielokomórkowych wydłużyła się, dzięki temu, że tworzące je komórki odnawiają się wiele razy, zanim nastąpi śmierć całego organizmu. Aby zapewnić przetrwanie w obliczu różnych zagrożeń, natura wyposażyła nas w system przystosowawczy, na który składają się: magazyn informacji genetycznej oraz aktywator. W genach przechowywane są przeszłe doświadczenia, strategie, fortele, konflikty oraz reakcje przystosowawcze w tkankach i narządach. Aby organizm mógł znaleźć i wykorzystać te zbiory informacji, potrzebny był system aktywujący, który zadziała automatycznie i to w mgnieniu oka. Taką rolę pełni nerwowy układ współczulny, umożliwiający osobnikowi utrzymanie się przy życiu.

Układ współczulny (sympatyczny) i przywspółczulny (parasympatyczny) składają się na autonomiczny układ nerwowy, tj. działający automatycznie, niezależnie od naszej świadomości i woli. Nasze narządy są podwójnie unerwione przez te dwa przeciwstawne systemy.

W ciągu dnia dominuje układ sympatyczny (faza aktywności), natomiast w nocy – parasympatyczny (faza regeneracji, odpoczynku). Jeśli dotknie nas konflikt biologiczny, zaczyna dominować układ sympatyczny (sympatykotonia). Organizm zachowuje się tak, jakby cały czas był dzień. Pojawia się nadmierne pobudzenie, spadek apetytu, zaburzenia snu. Po rozwiązaniu konfliktu zaczyna dominować układ przywspółczulny (parasympatykotonia). Czujemy zmęczenie, senność, pojawia się stan zapalny i gorączka. Organizm wchodzi w fazę regeneracji. Na poziomie uszkodzonego narządu zachodzi proces naprawy.

Jeśli na przykład kobieta usłyszy od lekarza złowróżbną diagnozę, rak piersi, potrzebuje teraz więcej tlenu, żeby podświadomie „uciekać albo walczyć” ze śmiertelnym wrogiem. Osoba taka traci apetyt, jest niespokojna, ponieważ organizm uruchomił program, który nakazuje jej uciekać przed niebezpieczeństwem. W przeciwieństwie do realnych zagrożeń, nie jest ona w stanie uciec w krótkim czasie przed diagnozą lekarską. Tymczasem w naturze rzadko istnieją okoliczności, w których ucieczka trwa tygodniami czy miesiącami. Jeśli problem istnieje przez dłuższy czas, układ współczulny zareaguje pod wpływem emocji aktywując genetykę komórek pęcherzyków płucnych, które pracując na maksymalnych obrotach zaczynają się w końcu dzielić, aby sprostać nawałowi pracy. Biologicznym sensem jest w takiej sytuacji to, że dzięki dodatkowym pęcherzykom pacjentka może w krótszym czasie przyswoić więcej tlenu. Gdyby teraz udała się ona na dodatkowe badania, lekarz znalazłby w jej płucach tzw. nowotwór złośliwy płuc i stwierdził, że jest to przerzut pierwszego raka. Powiedzmy, że pacjentka usłyszy informację o dobrych rokowaniach. Wówczas przestaje ona odczuwać zagrożenie. Biologiczny konflikt ustaje i sympatykotonia ustępuje miejsca swemu antagoniście – parasympatykotonii. Jednak ze względu na to, że przez tygodnie wciąż przybywało komórek, będą one rozkładane przez prątki gruźlicy i wydalane z płuc. U pacjentki pojawi się kaszel ze skrzepami krwi. Jeśli ta uda się teraz do lekarza, usłyszy diagnozę – gruźlica płuc, będącą w rzeczywistości jedynie objawem rozwiązania konfliktu strachu przed śmiertelnym zagrożeniem.

Nowotwór należy więc traktować jako super-tkankę, która jest organizmowi potrzebna na czas trwania biologicznego konfliktu.

Nie tylko nowotwory, ale też każda tzw. choroba (za wykluczeniem zatruć, urazów i niedożywienia) składa się z dwóch faz: aktywnej i zdrowienia.


Objawy fazy aktywnej (stresowej)
, w której organizm pod wpływem permanentnego stresu funkcjonuje w pełnej gotowości, napięciu:

odczucie ciągłego zimna, zimne dłonie i stopy

pojawiające się nieustanne, natrętne myśli dotyczące konfliktu, powodujące problemy w wykonywaniu codziennych czynności

problemy ze snem (całkowita bezsenność, lub przebudzanie się nad ranem i niemożność zaśnięcia)

brak apetytu, chudnięcie

Jeśli dojdzie do rozwiązania konfliktu, tzw. konfliktolizy (cl) rozpoczyna się faza zdrowienia, czyli postkonfliktolizy (pcl)

Przebieg fazy zdrowienia:

  1. faza zdrowienia A – faza wysiękowa i obrzękowa (katar, mokry kaszel, nocne poty, obrzęk organów, stan zapalny, temperatura)
  2. kryzys epileptyczny / epileptoiczny  – chwilowy nawrót aktywności konfliktu (fazy zimnej i stresowej) konieczny w celu wyparcia wody z organizmu (obrzęk w mózgu w postaci ogniska Hamera oraz na narządzie). Po kryzysie pojawia się okres zwiększonego wydalania moczu, celem pozbycia się nadmiaru płynu zgromadzonego w fazie zdrowienia A.
  3. faza zdrowienia B – faza zabliźniania (maleją obrzęki, obserwujemy bardziej „suche” objawy, np. suchy kaszel, gęstszy, a następnie ustający katar), w czasie której organizm powoli wraca do normotonii.

3 prawo natury.jpg

3 Prawo Natury – Ontogenetyczny system wszystkich chorób

Analizując pochodzenie histologiczne organów w oparciu o biologię ewolucyjną dr Hamer potwierdził, iż poszczególne organy i ich części wykształciły się z trzech listków zarodkowych – endodermy, mezodermy oraz ektodermy. Oznacza to, że każda tkanka „ma swoją historię”. Ta historia determinuje funkcjonalne wykorzystanie tkanki oraz mechanizm jej reakcji podczas Sensownego Biologicznego Programu Natury. Podział ten – niezwykle ważny w poznawaniu i rozumieniu Praw Natury – wydaje się na początku skomplikowany, ale jest bardzo sensowny i logiczny.

Z najstarszego listka zarodkowego (endodermy) wykształciły się organy odpowiedzialne za podstawowe funkcje życie – pobieranie pokarmu, trawienie, wydalanie, oddychanie, rozmnażanie. Z punktu widzenia organizmów pierwotnych te funkcje były najistotniejsze.

Ze środkowego listka zarodkowego (mezodermy) wykształciły się organy odpowiedzialne za poruszanie się, zwinność, ochronę przed atakiem.

Z najmłodszego listka zarodkowego (ektodermy) powstały organy odpowiedzialne za zmysłowy odbiór otoczenia (widzenie, wyczuwanie, słyszenie itp. ), kontakty społeczne.

Przebieg SBS-u (programu ratunkowego) następuje inaczej w narządach sterowanych przez mózg archaiczny, a inaczej w sterowanych przez nowy mózg:
– SBS w mózgu archaicznym ma zawsze ten sam przebieg: w fazie konfliktu następuje stały przyrost komórek (tworzy się guz i rośnie do momentu rozwiązania konfliktu – jeżeli konflikt nie zostanie rozwiązany to wzrost guza nie ma końca), a w fazie zdrowienia guz ulega redukcji przez grzyby lub mykobakterie.
Schemat: rosnący guz – choroba – powrót do normalności.
– SBS w mózgu nowym: w fazie konfliktu następuje zanik komórek, martwica albo owrzodzenia, porażenia motoryczne lub sensoryczne, a w fazie zdrowienia następuje obrzęk i odbudowa tkanki przez bakterie i tzw. wirusy.
Schemat: nadżerki, wrzody, ubytki, porażenia – choroba (często z wyraźnymi objawami kryzysu – np. epilepsja, kolka) – powrót do normalności.

12-0.jpg

4 Prawo Natury – Ontogenetycznie uwarunkowany system mikrobów

Równolegle z tkankami rozwijającymi się w czasie ewolucji, rozwinęły się również mikroby.

Grzyby i mykobakterie działają w narządach endodermalnych, sterowanych przez pień mózgu. Mykobakterie i bakterie działają w narządach mezodermalnych, sterowanych przez móżdżek. Bakterie działają w narządach mezodermalnych, sterowanych przez łożysko nowego mózgu. Wirusy (jako fragmenty białek i kwasów nukleinowych) wykorzystywane są wyłącznie w narządach ektodermalnych, sterowanych przez korę mózgową. Przy czym należy zaznaczyć, że w przeciwieństwie do panującej od średniowiecza miazmatycznej i wywodzącej się z niej kontagionistycznej teorii medycyny akademickiej, model dr Hamera nie uznaje wirusów jako obcy, żywy czynnik zakaźny, lecz jako cząstki produkowane przez komórki organizmu.

Wszystkie mikroby (oraz tzw. wirusy) działają wyłącznie w drugiej fazie, to znaczy w fazie pcl.

I tak grzyby oraz mykobakterie moglibyśmy określić mianem „sprzątaczy”, gdyż usuwają one endodermalne guzy nowotworowe sterowane przez pień mózgu, tj. gruczolakoraki oraz mezodermalne nowotwory sterowane przez móżdżek. Również bakterie pracują w charakterze „sprzątaczy” w narządach mezodermalnych, sterowanych przez móżdżek. Natomiast w innych narządach mezodermalnych, sterowanych przez łożysko nowego mózgu, bakterie pracują jako „murarze”. Wirusy jako białka są wyłącznie „murarzami” w tkankach ektodermalnych, sterowanych przez korę mózgową, przywracając dotknięte miejsce do stanu wyjściowego.

5 Prawo Natury – o biologicznym sensie każdego zachorowania

Doktor Hamer twierdzi, że 5 Prawo Natury to kwintesencja wiedzy zwanej Germańską Nową Medycyną. Zrozumienie 5 Prawa Natury daje nam możliwość uwolnienia się od strachu przed chorobami, daje nam zrozumienie, że „choroba” nie jest przypadkiem, a jest częścią sensownego biologicznego procesu.

W narządach sterowanych przez mózg archaiczny – sens leży w fazie aktywnej konfliktu – guz o właściwościach wydzielniczych (czy wchłaniania) ma pomóc w rozwiązaniu problemu. Faza zdrowienia to tylko konieczność pozbycia się guza przy pomocy mikrobów.
W mezodermalnych narządach sterowanych przez łożysko nowego mózgu, biologiczny sens leży w fazie zdrowienia – wzmocnienie lub powiększenie narządu, stąd: cysty nerkowe, cysty jajnika, cysty śledziony i węzłów limfatycznych, jak również bolesne rozciąganie się okostnej (wzmocnienie kości) przy białaczce.
W ektodermalnych narządach sens jest w dokonaniu takiej zmiany na narządzie, aby pomogło to przetrwać osobnikowi w trudnej sytuacji. Np. cukrzyca – konflikt „wzdragać się przed czymś, bronić się rękami i nogami” – mózg wstrzymuje produkcję insuliny, na czas aktywności konfliktu, po to żeby mięśnie mogły dłużej i intensywniej pracować na dodatkowym paliwie.
W korze mózgowej mają miejsce przede wszystkim tzw. konflikty rewirowe gdzie istotne znaczenie ma płeć i ręczność osobnika, poziom hormonów oraz ilość DHS-ów. To właśnie ilość i kolejność ich występowania w korze mózgowej powoduje określone choroby psychiczne. Taki układ dwóch lub więcej konfliktów nosi nazwę Konstelacji schizofrenicznej. Konflikty rewirowe zostały zastosowane przez Naturę w celu regulacji życia społecznego w rodzinie, w stadzie, w gromadzie itd. Czasami taki specjalny program zostaje włączony z konieczności na całe życie (np. homoseksualizm).

To, co onkologia uważa za przerzuty nowotworowe, dowodzące rzekomo złośliwości guza, Hamer nazywa wprost kolejnymi nowotworami, wywołanymi jatrogennie. Pacjent w trakcie wizyty lekarskiej wpada w panikę w wyniku postawienia mu diagnozy brzmiącej niczym wyrok śmierci. Należy pamiętać, że psychika ludzka jest tak skonstruowana, że raz postawiona diagnoza i prognoza nie może być złagodzona, ani cofnięta i staje się niczym samospełniająca się przepowiednia. Choroba zaczyna w tym momencie żyć własnym życiem. Załamany  pacjent jest dodatkowo utwierdzany o swej „ciężkiej chorobie” przez grono najbliższych. Zewsząd słyszy, że trzeba działać szybko, żeby „zwyciężyć raka”. Zaczyna więc panikować, bo podświadomie czuje, że zostało mu niewiele czasu. Organizm uruchamia kolejne programy, które onkolog rozpoznaje jako przerzuty pierwotnego nowotworu. Pacjent wpada w apatię, uznając, że „przegrał walkę z rakiem” i programuje się na samounicestwienie. Umiera wówczas najczęściej wskutek kacheksji (wyniszczenia organizmu).

Dodatkowym czynnikiem dobijającym pacjenta nowotworowego jest trująca pseudo-terapia dzisiejszej medycyny, do której (oprócz chemioterapii) należy morfina. W fazie zdrowienia chory może odczuwać przejściowe bóle, które współczesna medycyna interpretuje jako „początek końca”. Pacjenci, którym podaje się morfinę i inne opiaty nie są świadomi, jakie skutki uboczne te środki posiadają, gdyż nikt ich o tym nie informuje. Lekarze przeświadczeni o tym, że skoro chory na raka znajduje się w stanie terminalnym, uznają iż najlepiej ulżyć mu przynajmniej w bólu. Tymczasem opiaty silnie uzależniają, powodują  trudności w oddychaniu oraz porażają jelita. W rezultacie „ofiara raka” umiera tak naprawdę z wygłodzenia.

Innym powodem śmierci pacjenta wg Hamera jest fakt, iż znajdował się bardzo długo w fazie aktywności konfliktu, tj. powyżej 9 miesięcy.  Niebezpiecznymi momentami fazy zdrowienia są: obrzęk Ogniska Hamera w mózgu spowodowany magazynowaniem płynu w dotkniętym ośrodku sterowania (w ekstremalnym przypadku istnieje niebezpieczeństwo śpiączki mózgowej) oraz Kryzys Epileptoiczny.

W świetle tego co odkrył Hamer, zrozumiałe jest dlaczego nigdy nie zostanie odkryte lekarstwo na raka – nie można wyleczyć czegoś co jest zaprogramowane przez naturę. W naturze, w biologii, nie ma podziału na zjawiska niezłośliwe albo złośliwe. Natura porusza się zawsze w sensownym kierunku. Również w zjawiskach dla nas niezrozumiałych, działa ona zawsze celowo, dąży do rozwiązania problemu. Podstawowym błędem współczesnej medycyny jest przekonanie, że musi ona poprawiać naturę, jak gdyby natura o czymś zapomniała albo wręcz była złośliwa.
Jak się zatem leczyć z nowotworów wg dr Hamera? Skoro choroba to część programu biologicznego, a objawy zauważamy zwykle dopiero w drugiej fazie tego programu, kiedy zdążyliśmy już się uporać z biologicznym konfliktem, dzięki Germańskiej Heilkunde możemy w zasadzie tylko świadomie i bez lęku śledzić proces zdrowienia. Rola lekarzy polegałaby na zapewnieniu pacjentowi właściwej opieki  i kontrolowaniu przebiegu procesu chorobowego, stosując medykamenty czy interwencje chirurgiczne tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia. Inaczej jest, gdy objawy wskazują na fazę aktywności konfliktu. Wówczas należy poszukać przyczyny i starać się przyśpieszyć moment jego rozwiązania.

Reklamy